|
Poseł Arkadiusz Mularczyk i Andrzej Romanek, radny Sejmiku Województwa Małopolskiego (obaj z PiS) utrzymują, że skutki tegorocznej powodzi mogłyby być mniej groźne dla Małopolski, gdyby samorząd województwa zastosował się do zaleceń pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli z 2009 roku.
- W grudniu 2009 roku NIK opublikowała raport dotyczący funkcjonowania ochrony przeciwpowodziowej w województwach małopolskim i świętokrzyskim. Ocena była negatywna - oznajmili podczas zwołanej wczoraj konferencji prasowej.
Kontrolerzy NIK w raporcie zwrócili uwagę, że samorządy nie mają rzetelnych danych na temat stanu technicznego budowli przeciwpowodziowych, wałów, rowów przydrożnych i obszarów zagrożonych zalaniem. Zabezpieczenia przeciwpowodziowe nie są kontrolowane pod kątem stanu technicznego. Oceniono stan jedynie 5 proc. wałów w Małopolsce, co wojewódzkie zarządy melioracji i urządzeń wodnych wyjaśniają brakiem funduszy. Połowa wałów w Małopolsce nie gwarantuje ochrony przed wodą. - Nie ma przemyślanej strategii ani planu ochrony dla województwa małopolskiego, w którym 146 na 180 gmin zagrożonych jest powodzią - podkreśla Mularczyk.
Poseł dodaje, że także Komisja Europejska wszczęła przeciw Polsce postępowanie dotyczące naruszenia unijnego prawa, chodzi o dyrektywę przyjętą w 2006 r. w sprawie ochrony przeciwpowodziowej. O wyjaśnienie tych spraw sądecki poseł PiS wystąpił do premiera Donalda Tuska. Będzie też wnioskował do ministra ochrony środowiska w sprawie niewykorzystania przez Urząd Marszałkowski w Krakowie 30 mln zł z kwoty przeznaczonej w 2009 roku na ochronę przeciwpowodziową. Powołując się na wypowiedź wojewody Małopolski Stanisława Kracika Mularczyk przytacza, że z puli 75 mln zł na ochronę przeciwpowodziową przeznaczonych z budżetu państwa, do ministra wróciła kwota 30 mln zł. Radny wojewódzki Andrzej Romanek zna odpowiedź na pytanie, dlaczego samorząd Małopolski nie mógł wykorzystać tych środków: - Ponieważ nie przygotowano procedur do ich wykorzystania przez samorządy - odpowiada. Niemniej poseł Mularczyk zamierza dociekać, czy wina leży bardziej po stronie zarządu województwa, czy ministerstwa. - Te środki mogą być wykorzystane do 2015 roku. Ale gdyby wykorzystano je w ubiegłym roku skutki powodzi mogłyby być mniej dotkliwe - zauważa Romanek.
(MONK)
|